futurebeat.pl NEWSROOM Gadżety rowerowe są dziś niepotrzebne, ostatecznie smartfon i zegarek w zupełności mi wystarczają Gadżety rowerowe są dziś niepotrzebne, ostatecznie smartfon i zegarek w zupełności mi wystarczają Przymierzając się do rozpoczęcia nowego sezonu rowerowego, rozważałem zakup szeregu gadżetów stworzonych z myślą o jeździe na dwóch kółkach. Ostatecznie jednak doszedłem do wniosku, że w moim przypadku wystarczający będzie smartfon i zegarek sportowy. techKrystian Pieniążek4 kwietnia 2025 4 ZAWARTOŚĆ TESTU:Komputer rowerowy, czyli licznik prędkości, nawigacja i asystent sportowy w jednymSmartwatch lub zegarek sportowy jako uzupełnienieCzujniki, czyli gadżety dla sportowcówGadżeciarska egzotykaTechnologiczny „minimalizm” na rowerzeTechnologiczny plan minimum Epoka, w której do jazdy na rowerze potrzebowaliśmy wyłącznie… no cóż, roweru, odeszła i raczej już nie wróci (chyba że rozbłysk słoneczny lub inny globalny kataklizm cofną naszą cywilizację pod względem technologicznym o dobrych kilkadziesiąt lat). Czy tego chcemy czy nie, w epoce wszechobecnej technologii roi się od gadżetów, które może niekoniecznie są potrzebne każdemu rowerzyście (choć niektórym – jak najbardziej), ale na pewno każdemu z nich mogłyby w różnym stopniu i pod różnymi względami ułatwić życie. Powiązane:Ten smartfon ma więcej RAM-u niż niejeden laptop, nowy rekord pobity Pomimo że czasy się zmieniają, to jednak niezmiennie początek sezonu rowerowego jest momentem, kiedy wielu miłośników jazdy na dwóch kółkach snuje plany na najbliższe miesiące, a także przygotowuje się na nie pod względem sprzętowym. W moim przypadku owe przygotowania wiązały się między innymi z dokonaniem przeglądu dostępnych opcji związanych z rowerowymi zdobyczami techniki; miałem nadzieję, że spośród nich uda mi się wybrać takie, które przydadzą mi się podczas tegorocznego „kręcenia” kilometrów. Jak udała mi się ta sztuka? Oto opowieść o tym, w jakie gadżety może dzisiaj zaopatrzyć się każdy rowerzysta, a także próba udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy na pewno każdy powinien to robić. Jako że rowerzysta rowerzyście nierówny (tak jak nie każdy kierowca jest kierowcą wyścigowym, tak nie każdy rowerzysta jest sportowcem), na wstępie zaznaczę, że swoją jazdę na dwóch kółkach określiłbym jako turystykę rowerową, ale ze sportowym zacięciem. I to właśnie z tej perspektywy patrzę na poszczególne gadżety rowerowe, ale jednocześnie staram się przedstawiać inne punkty widzenia. Benjamin le Roux / Unsplash. Komputer rowerowy, czyli licznik prędkości, nawigacja i asystent sportowy w jednymKiedy myślimy o gadżetach rowerowych, pierwsze co przychodzi nam do głowy, to komputer rowerowy. Mowa o urządzeniu będącym o wiele bardziej zaawansowanym kuzynem licznika rowerowego, które pod względem wyglądu przypomina smartfon. Co prawda możliwości poszczególnych liczników rowerowych różnią się, w zależności od producenta, oprogramowania, podzespołów oraz ceny, to jednak najczęściej oprócz takich funkcji, jak pomiar prędkości i przejechanego dystansu czy zapisywanie naszego śladu GPS, oferują one między innymi nawigację oraz narzędzia do analizy naszych treningów. Ponadto potrafią one współpracować z czujnikami tętna i innymi dodatkami czy synchronizować się z aplikacjami pokroju Stravy. Oczywiście im droższy komputer rowerowy, w tym więcej funkcji będzie wyposażony. Ile kosztują komputery rowerowe?A skoro mowa o cenie, to trzeba zaznaczyć, że komputery rowerowe nie są tanimi gadżetami. Przykładowo, Garmin Edge Explore 2 to koszt rzędu około 1300 zł, na nieco bardziej rozbudowanego Garmina Edge 540 trzeba wydać już 1600 zł, a jeśli chcemy „zaszaleć”, nabywając komputer rowerowy klasy premium, musimy przygotować się na wydatek rzędu 3200 zł (za taką cenę kupimy Garmina Edge 1050). Alternatywy, jak na przykład produkty firmy Wahoo, również nie należą do najtańszych, a ich ceny mieszczą się w przedziale 1200-2600 zł. Co rowerzysta dostaje w zamian? Oprócz wyżej wymienionych funkcji, najczęściej również dość długi czas pracy na baterii. Według danych producenta, Garmin Edge 540 wytrzymuje bez ładowania do 26 godzin jazdy, Garmin Edge 540 Solar – do 32 godzin, z kolei Garmin Edge 1050 – do 60 godzin w trybie oszczędzania baterii (mającym wpływ m.in. na dokładność pomiaru GPS). To naprawdę sporo, bowiem oznacza to, że jeśli jeździmy ze średnią prędkością 25 kilometrów na godzinę, już Garmin Edge 540 pozwoli nam pokonać imponujący dystans rzędu 650 kilometrów bez ładowania. Garmin Edge 1050 to w chwili pisania tego tekstu topowy komputer rowerowy Garmina. Źródło: Garmin. Dla kogo są komputery rowerowe?Zakup komputera rowerowego moim osobistym zdaniem uzależniony jest od tego, czy lubimy mieć wszystkie dane na temat naszych treningów w jednym miejscu. Do tego dochodzi kwestia tego, czy bierzemy udział w wyścigach ultra bądź organizujemy wyprawy rowerowe ze spaniem „na dziko”, bez dostępu do energii elektrycznej. I na koniec warto mieć z tyłu głowy, że będziemy musieli przymknąć oko na ich bolączki. Komputery rowerowe nie są bowiem urządzeniami bez wad. O tym, jak nieintuicyjny potrafi być interfejs Garmina, w środowisku rowerowym krążą już legendy, a i Wahoo ma swoje za uszami, miewając problemy z działaniem. Dodatkowo wbudowane w nie nawigacje mają tendencję do popełniania błędów; potrafią one widzieć drogi tam, gdzie ich nie ma, nie widzieć dróg tam, gdzie są i wpychać kolarzy szosowych na szutrowe drogi i leśne ścieżki. Ponadto oszczędność energii wymusza na ich producentach rozmaite kompromisy, które uwidaczniają się poprzez słabsze podzespoły (a co za tym idzie – mniejszą responsywność) i gorsze ekrany, niż ma to miejsce w porównywalnych cenowo smartfonach. Smartwatch lub zegarek sportowy jako uzupełnienieSmartwatche lub zegarki sportowe to urządzenia, które podobnie jak smartfony bez przerwy towarzyszą wielu z nas. Po drodze gadżety te „uczą się” nas i obserwują, jak trenujemy, dzięki czemu dają nam dość dokładny wgląd w to, jak duże obciążenie dla naszego ciała generuje uprawiany przez nas sport. Smartwatch lub zegarek sportowy (wyposażony w moduł GPS, co pomaga także w kwestiach nawigacji) może całkiem udanie zastąpić nam licznik rowerowy oraz czujnik tętna. Trzeba jednak wziąć poprawkę na to, że pomiar prędkości w wykonaniu „inteligentnego zegarka” nie będzie tak dokładny, jak ma to miejsce w przypadku klasycznych liczników, a niewielki ekranik nie zastąpi nam dużego ekranu komputera rowerowego lub smartfona, natomiast pomiar tętna z nadgarstka ustępuje temu z dedykowanego tej funkcji pasa piersiowego. Z doborem zegarka wiąże się kwestia tego, jakie urządzenie tego typu wybrać. Choć smartwatche i zegarki sportowe są do siebie podobne (smartwatche mają szereg funkcji związanych ze sportem, z kolei zegarki sportowe są zaopatrywane w funkcje „smart”), to jednak są przeznaczone dla różnych grup odbiorców. Moim zdaniem, jeśli uprawiamy sport dla czystej zabawy, smartwatch z czujnikiem tętna i trybem sportowym będzie wystarczający, zapewniając nam wgląd we wszystkie dane na temat naszych treningów, które mogą nas zainteresować. Współczesne zegarki sportowe i smartwatche mogą służyć nam również jako systemy nawigacji. Źródło: Polar. Jeżeli jednak w grę wchodzi aspekt rywalizacji z samym sobą czy też z innymi, warto zainwestować w zegarek sportowy. Pomiary z takich urządzeń zazwyczaj są dokładniejsze, oferują one więcej funkcji, a i ich baterie wytrzymują dłużej (aczkolwiek miewa to swoją cenę, na przykład w postaci nieco gorszego wyświetlacza czy pozbawienie funkcji smart). A co, jeśli jazdy na rowerze w ogóle nie rozpatrujemy pod kątem sportowym, lecz jako formę spędzania wolnego czasu, przy czym jednocześnie chcielibyśmy wiedzieć, ile kilometrów przejechaliśmy danego dnia? W takim wypadku wystarczy nam po prostu uruchomiona w tle aplikacja na smartfona pokroju Stravy albo stosunkowo tania opaska fitness. Czujniki, czyli gadżety dla sportowcówRowerzyści mają w czym wybierać również w kwestii wszelkiej maści czujników monitorujących parametry ich ciał w trakcie jazdy. Jest ich kilka rodzajów, więc postanowiłem pochylić się nad poszczególnymi typami. Pulsometr piersiowyListę otwierają pulsometry piersiowe, czyli urządzenia zapewniające nam najdokładniejszy pomiar tętna. Owa dokładność jest o tyle ważna, że tętno to jeden ze wskaźników tego, jak bardzo dany trening daje nam „w kość”. Moim zdaniem rowerzysta jeżdżący wyłącznie dla przyjemności może całkowicie odpuścić sobie myśl o zakupie takiego pulsometru. Dla niego będzie to zbędny wydatek i niepotrzebny gadżet, którego użyje raptem kilka razy, a z czasem zacznie o nim zapominać. Jeśli jednak w grę zaczyna wchodzić aspekt sportowy, można rozważyć zaopatrzenie się w takie urządzenie… choć wydaje mi się, że nawet w tym wypadku wciąż nie jest to zakup obowiązkowy. Wbrew temu, co często można usłyszeć, pomiar tętna z dobrego zegarka sportowego lub smartwatcha wcale nie będzie aż tak bardzo odbiegał od tego z pulsometru piersiowego. Owszem, będzie nieco mniej dokładny, jednak wciąż może okazać się dla nas wystarczający. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że pulsometr piersiowy staje się gadżetem obowiązkowym dopiero gdy zaczynamy poruszać się w strefie bardziej profesjonalnego uprawiania sportu i na przykład bierzemy udział w zawodach, rywalizujemy oraz chcemy optymalizować treningi, zaś pojęcia takie jak wydolność czy próg mleczanowy nie są nam obce. Pulsometr piersiowy zapewnia najdokładniejszy pomiar tętna. Źródło: Polar. Czujnik kadencji i miernik mocyPodobnie mają się sprawy z czujnikami kadencji i miernikami mocy. Podczas gdy kadencja oznacza liczbę obrotów korbą na minutę i pokazuje, jak skuteczne jest nasze pedałowanie, moc to po prostu siła, z jaką naciskamy na pedały. Mierniki tych parametrów mają swoje olbrzymie zalety. Czujnik kadencji pozwala nam przede wszystkim uniknąć jazdy na zbyt lekkich albo zbyt ciężkich przełożeniach. Miernik mocy daje natomiast najbardziej obiektywny obraz tego, jakie postępy sportowe czynimy z jazdy na jazdę. Kwestie takie jak pojazdy i zjazdy na trasie czy kierunek i siła wiatru wpływają bowiem na nasze tętno, średnią prędkość i pokonany dystans w danym czasie, przez co w oparciu o nie możemy zobaczyć co najwyżej szerszy obraz naszych postępów. Tymczasem moc nie jest zależna od tych czynników, co czyni ją najbardziej miarodajną. Niemniej, w tym przypadku również mamy do czynienia z gadżetami przeznaczonymi dla rowerzystów-sportowców, walczących o minuty, sekundy lub nawet ułamki sekund oraz optymalizujących pod tym kątem swoje treningi. Pozostali mogą albo rozważyć zakup takich urządzeń (jeśli ich jazda na rowerze nosi już znamiona sportu), albo całkowicie je sobie odpuścić (jeśli na „kręcenie” w ogóle nie patrzą przez pryzmat sportowy). Gadżeciarska egzotykaIstnieje również szeroka gama gadżetów, które można uznać za całkowitą egzotykę. Producenci oferują nam między innymi elektroniczne przerzutki (a także przerzutki automatyczne, samodzielnie dobierające przełożenia), oświetlenie z czujnikami i mrugające w rytm pedałowania czy też pompki elektryczne. Chętni mają do dyspozycji również gadżety poprawiające bezpieczeństwo, na czele z radarami rowerowymi. Mowa o urządzeniach, które ostrzegają nas przed samochodami (nie tylko tymi nadjeżdżającymi z tyłu), co może okazać się bardzo przydatne (choć nie warto polegać na nich w stu procentach, powierzając im swoje zdrowie lub życie). Ich listę zamykają lokalizatory GPS, czyli gadżety poprawiające bezpieczeństwo nie tylko nasze, co naszych rowerów, których przeznaczenia raczej nie trzeba nikomu tłumaczyć. Radary rowerowe informują nas o nadjeżdżających samochodach. Źródło: Garmin. Technologiczny „minimalizm” na rowerzePrzymierzając się do rowerowych zakupów, można zachłysnąć się tymi wszystkimi możliwościami. Choć w moim przypadku tak nie było, to jednak rozważałem różne opcje na nadchodzący sezon. Ostatecznie jednak doszedłem do ciekawych wniosków. Jak wspomniałem na wstępie, swoją jazdę na rowerze opisałbym jako turystykę rowerową o sportowym zacięciu. Uwielbiam „kręcenie” samo w sobie, lubię bić kolejne rekordy pokonywanego dystansu i średniej prędkości, lubię też rywalizację z innymi przez Stravę. Pewnie w końcu wystartuję też w jakichś zawodach (jakoś tak się złożyło, że nigdy nie startowałem w wyścigu rowerowym, choć mam za sobą sporo startów biegowych, więc mam pewne pojęcie, z czym się takie coś „je”). Mój maksymalny dystans przejechany za jednym zamachem to 200 km, natomiast moje trasy zawsze kończą się noclegiem w „cywilizowanym” miejscu (czyt. nie śpię „na dziko”). A zatem na które z wyżej wymienionych gadżetów zdecydowałem się postawić w tym sezonie? Moje poszukiwania gadżetów rowerowych skończyły się na pozostaniu przy smartfonie i smartwatchu. Źródło: Rasheed Kemy / Unsplash. Otóż… tylko na jeden z nich, którego w dodatku używam na co dzień od 2018 roku. Ostatecznie doszedłem bowiem do wniosku, że (przynajmniej na razie) moim komputerem rowerowym będzie smartfon, a czujniki zastąpi mi zegarek sportowy. Oczywiście smartfon nie jest w stanie zaoferować mi wszystkich funkcji komputera rowerowego. Niemniej, zaopatrując się w odpowiednie aplikacje, mam dostęp do niemal wszystkiego, czego potrzebuję w trakcie jazdy na rowerze. Do nawigowania korzystam z Mapy.cz, do sportowych funkcji społecznościowych używam Stravy, natomiast do analizy treningów służy mi aplikacja Polar Flow (powiązana z moim zegarkiem). Co zaś tyczy się zastąpienia czujników – zegarek sportowy analizuje moje tętno w trakcie treningów oraz zapewnia szereg danych analitycznych (m.in. o jakości snu czy stopniu regeneracji), w oparciu o które mogę planować swoje kolejne sportowe osiągnięcia. Fakt, gromadzone przez niego dane ustępują tym z dedykowanych czujników, jednak doszedłem do wniosku, że na moim obecnym poziomie zwyczajnie więcej mi nie potrzeba. Niemniej taki technologiczny „minimalizm” ma swoją cenę. Wielogodzinna jazda z włączonym ekranem (jeśli, tak jak ja, lubicie mieć ciągły podgląd na trasę) może doprowadzić do przegrzania baterii (zwłaszcza gdy jeździmy w upale) lub uszkodzenia wyświetlacza telefonu. Jazda w sierpniowym upale z włączoną nawigacją może skończyć się przegrzaniem telefonu. Źródło: własne. Druga kwestia, na którą musiałem zwrócić uwagę, dotyczyła czasu pracy na baterii. Choć musiałem pogodzić się z tym, że nie będzie mi dane przejechać 650 kilometrów z moim „komputerem rowerowym” (a tak naprawdę – smartfonem) bez jednego ładowania, to jednak udało mi się znaleźć całkiem niezły kompromis. Otóż postawiłem na dość tani, bo wyceniony na mniej niż 1000 zł smartfon z baterią o pojemności 5000 mAh. W ten sposób nabyłem w zasadzie bezawaryjny i niebywale responsywny „komputer rowerowy”, z funkcją dzwonienia, robienia zdjęć i przeglądania Internetu, który pozwala mi na 10-12 godzin jazdy z włączoną nawigacją i wyłączoną transmisją danych. Dodatkowo zawsze mam przy sobie powerbank (przezorny zawsze ubezpieczony), więc nic nie stoi na przeszkodzie, by naładować go w trakcie jazdy. Moim „przedłużeniem” smartfona niezmiennie pozostaje natomiast zegarek sportowy, na którym polegam nie tylko w trakcie jazdy na rowerze, lecz również podczas biegania czy na co dzień (właściwie to zdejmuję go wyłącznie na czas kąpieli). Technologiczny plan minimumI… to by było na tyle. Z dużej chmury, która zwiastowała obłożenie się przeze mnie gadżetami w tym sezonie rowerowym, spadł mały deszcz. Gdyby nie fakt, że i tak musiałem zmienić telefon, to ostatecznie, po skrupulatnym przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw, nie kupiłbym żadnego nowego urządzenia z myślą o korzystaniu z niego podczas jazdy na rowerze (bo swój aktualny zegarek sportowy nabyłem w 2021 roku). Czas pokaże, czy kiedyś zrezygnuję z tego technologicznego „minimalizmu” w rowerowym wydaniu. Niemniej na razie się na to nie zanosi. A jak to wygląda u Was? Korzystacie z gadżetów rowerowych na co dzień czy preferujecie bardziej minimalistyczne podejście do tej kwestii? Czytaj więcej:Zawsze mam je przy sobie. Powerbanki z dużymi promocjami POWIĄZANE TEMATY: tech gadżety smartfony smartwatch Krystian Pieniążek Krystian Pieniążek Współpracę z GRYOnline.pl rozpoczął w sierpniu 2016 roku. Pomimo że Encyklopedia Gier od początku jest jego oczkiem w głowie, pojawia się również w Newsroomie, a także w dziale Publicystyki. Doświadczenie zawodowe zdobywał na łamach nieistniejącego już serwisu, w którym przepracował niemal trzy lata. Ukończył Kulturoznawstwo na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Prowadzi własną firmę, biega, uprawia kolarstwo, kocha górskie wędrówki, jest fanem nu metalu, interesuje się kosmosem, a także oczywiście gra. Najlepiej czuje się w grach akcji z otwartym światem i RPG-ach, choć nie pogardzi dobrymi wyścigami czy strzelankami. AMD zmiażdzyło Intela na rynku procesorów. Ponad 4 razy więcej sprzedanych egzemplarzy na amerykańskim Amazonie AMD zmiażdzyło Intela na rynku procesorów. Ponad 4 razy więcej sprzedanych egzemplarzy na amerykańskim Amazonie Gry jeszcze nigdy nie wyglądały lepiej. Ten monitor to marzenie niejednego gracza i coraz łatwiej można je spełnić Gry jeszcze nigdy nie wyglądały lepiej. Ten monitor to marzenie niejednego gracza i coraz łatwiej można je spełnić Ten procesor to bestia do nowych gier. W tak niskiej cenie na Amazonie to prawdziwa okazja dla gracza Ten procesor to bestia do nowych gier. W tak niskiej cenie na Amazonie to prawdziwa okazja dla gracza Switch 2 nie ma ekranu OLED, ale to nic - porównanie z pierwszą generacją pokazuje sporą różnicę w jakości Switch 2 nie ma ekranu OLED, ale to nic - porównanie z pierwszą generacją pokazuje sporą różnicę w jakości 50 lat Microsoft: Bill Gates dzieli się „najfajniejszym kodem, jaki napisał” 50 lat Microsoft: Bill Gates dzieli się „najfajniejszym kodem, jaki napisał”