Miałem nadzieję na więcej przy sprzęcie tej klasy. Recenzja słuchawek Sonos Ace

Sonos Ace to znakomicie wykonane słuchawki, które sprawdzą się w wielu różnych sytuacjach. Redukcja hałasu działa jak prawdziwa magia, ale szkoda, że jakość dźwięku nie jest tak wysoka, jak wskazuje na to cena.

mobile
Mikołaj Łaszkiewicz10 lipca 2024
2

Muszę Wam powiedzieć, że przez ostatnie kilka lat przez moje ręce (i uszy) przewinęło się naprawdę sporo różnych modeli słuchawek bezprzewodowych z ANC (aktywną redukcją szumów). Głównie dlatego, że jestem bardzo wybredny pod kątem dźwięku i naprawdę ciężko byłoby mi się zdecydować na jedne nie sprawdzając innych. Dzięki temu mam całkiem niezłe pojęcie o tym, jakie są mocne i słabe strony popularnych słuchawek ANC, choć raczej z tej wyższej półki.

Gdy tylko ogłoszono, że firma Sonos po wielu latach w końcu wypuści swoje pierwsze słuchawki, wiedziałem, że muszę je sprawdzić „na własne uszy”. Jakiś czas temu pisałem o tym, że byłem wyjątkowo zadowolony z tego, jak brzmiał głośnik Sonosa – Move 2. Podchodząc do testów Sonos Ace miałem naprawdę wysokie oczekiwania i… okazało się, że były one chyba zbyt wysokie, bo choć słuchawki grają bardzo dobrze, to nie wszystko jest tu tak przyjemne, jak w przypadku głośników, ale po kolei.

PLUSY:
  1. świetna jakość wykonania;
  2. prawdopodobnie najlepsze ANC na rynku;
  3. znakomity czas pracy na baterii.
MINUSY:
  1. jakość dźwięku mogłaby być lepsza w tej cenie;
  2. mikrofon brzmi dość przeciętnie.

Atak na sam szczyt (głównie cenowy)

Sonos raczej nie robi sprzętów tanich, większość z nich jest skierowana do użytkownika, który chce wydać więcej pieniędzy, ale w zamian dostać kompletny i dobry jakościowo sprzęt. Sonos Ace kontynuuje ten trend, bo w chwili pisania tego tekstu, słuchawki można kupić za 2149 zł, co czyni je jedną z najdroższych pozycji w swojej kategorii na rynku. Droższe od nich są np. AirPods Max (ok. 2499 zł) oraz Bose QuietComfort Ultra (ok. 2399 zł), a sporo tańsze np. popularne Sony WH-1000XM5 (ok. 1599 zł).

Wygląd słuchawek od razu przywodzi na myśl model od Apple.Źródło: fotografia własna.

Pierwsze wrażenie o Sonos Ace jest w zasadzie bardzo dobre. Od razu po wyjęciu z pudełka widać, że to produkt mający stanowić alternatywę dla drogich AirPods Max. Słuchawki są bardzo miłe w dotyku (choć plastikowe, a nie metalowe, jak u Apple), nie mają żadnych ostrych krawędzi, są znakomicie spasowane.

Nauszniki wykonano z miłego, miękkiego tworzywa sztucznego, to samo tyczy się pałąka. Tutaj jednak pojawia się pierwszy minus, bo po mniej więcej pół godziny od założenia słuchawek poczułem, że poduszki zaczęły być nieco zbyt śliskie i podatne na pocenie się, bardzo przypominało mi to sytuację z Sony WH-1000XM5, które cierpiały na tą samą przypadłość.

Sonos Ace leżą na głowie bardzo komfortowo, nie uciskają, a ANC działa dobrze nawet z okularami, ale osoby z mniejszymi uszami mogą mieć problem, bo wewnętrzna część słuchawek jest stosunkowo blisko ucha i może się z nim czasem stykać.

Opakowanie jest wykonane z charakterystycznego kartonu w naturalnym kolorze.Źródło: fotografia własna.

Na duży plus zasługuje też fakt, że nawet po 5-6 godzinach korzystania ze słuchawek, nie bolała mnie głowa. Taki wynik był nieosiągalny z ciężkimi AirPods Max, podobnie do Sonosów wypadły Sony XM5, a nieco lepiej bajecznie mięciutkie Bose QC 35.

Spodobała mi się też bezstopniowa regulacja długości słuchawek, bo to jest coś, czego do tej pory poza AirPods Max nie widziałem. Słuchawki ustawia się co prawda dość ciężko, ale gdy już się to zrobi, to nie ma ryzyka, że za moment coś się zmieni, w przeciwieństwie np. do Sony XM5, gdzie dzieje się to nagminnie.

Na plus zasługuje zawartość pudełka Sonos Ace, bo poza standardowym etui do przechowywania słuchawek, producent dodaje w zestawie małe etui na kabelki, kabel do ładowania i przesyłania dźwięku USB-C do USB-C oraz niezwykle przydatny kabel USB-C do 3,5 mm (mini-jack) pozwalający słuchać muzyki z wielu różnych źródeł np. pada od PlayStation, laptopa bez USB-C czy zewnętrznego wzmacniacza słuchawkowego. Za taką przyjemność Apple w AirPods Max każe sobie zapłacić dodatkowo aż 200 zł!

Jesteście ciekawi, ile Sonos Ace wytrzymały na jednym ładowaniu? Było to około 30 godzin, co jest doskonałym wynikiem, pozwalającym na korzystaniu słuchawek bez przerw przez nawet kilka dni z rzędu.

Zawartość opakowania to jeden ze znaków, że mamy do czynienia ze sprzętem premium. Nie brakuje tu przydatnych dodatków.Źródło: fotografia własna.

Jeśli chodzi o jakość wykonania i wygodę użytkowania, na tle konkurencji Sonos wypada bardzo dobrze, nie mam tu większych zastrzeżeń do żadnej kwestii. Nie dziwcie się proszę dużej ilości porównań z AirPods Max, bo po prostu nie da się tego nie zauważyć, że to właśnie te słuchawki Sonos wybrał, jako swoją bezpośrednią konkurencję – pod względem ceny, jak i jakości.

Jakość dźwięku? Dobra, ale za tą cenę oczekiwałem więcej

Przejdźmy teraz do najważniejszego (moim zdaniem) aspektu tej recenzji, czyli do jakości dźwięku. Sonos Ace wypadają tu niestety nie najlepiej (choć nie jest też źle). W dużym skrócie, nie są to słuchawki tak neutralne i równo grające, jak AirPods Max, ale nie są też tak basowe i ciepłe, jak Sony XM5. Niestety nie oznacza to, że Sonos wziął to co najlepsze z obu i złączył w jedno, a raczej znalazł się w miejscu, w którym słuchawki ani nie grają idealnie równo, ani nie mają bardzo mocnego basu. Nie pomaga tu Equalizer, w którym można zmienić tylko tony wysokie i niskie i to w zasadzie tyle, nie ma mowy o rozbudowanym i spersonalizowanym dźwięku.

Nie zrozumcie mnie źle, Sonos Ace nie grają źle, grają dobrze, miejscami nawet bardzo dobrze i to jest jakość dźwięku, której nie uświadczycie na 95% słuchawek dostępnych w sklepach. Chodzi mi o to, że płacąc ponad 2000 zł za słuchawki, oczekuję raczej czegoś nadzwyczajnego, czegoś, co utwierdzi mnie w przekonaniu, że naprawdę warto dorzucić te kilka stówek względem innych, sporo tańszych propozycji dostępnych na rynku.

Sonos Ace grają po prostu za mało ciekawie, nie mają w sobie takiego czegoś, po czym powiedziałbym „wow, no to jest game changer”. Moje narzekanie na jakość dźwięku Sonos Ace to narzekanie mające miejsce na tle konkurencji, której sprzęty też kosztują mniej więcej 2000 złotych i które grają po prostu nieco lepiej.

Zbyt często zdarzało mi się, że podczas słuchania szybszej i cięższej muzyki rockowej i metalowej Sonos Ace brzmiały dość głucho, a bas mieszał się z dźwiękiem gitar. Tego basu było za dużo względem tonów średnich i wysokich, ale nie znaczyło, to wcale, że jest go bardzo dużo, po prostu wyższych tonów było za mało. Dało się to nieco poprawić equalizerem, ale nie do poziomu, z którego byłbym w pełni zadowolony. Sonos Ace brzmiały lepiej od większości słuchawek z niższej półki cenowej (do około 1000 złotych), ale zarówno AirPods Max, jak i Sony XM5 po prostu bardziej mi odpowiadały w zdecydowanej większości przypadków.

Słuchawki dobrze leżą na głowie, a okulary nie stanowią dla nich problemu.Źródło: fotografia własna.

Zdecydowanie lepiej Sonos Ace wypadały przy popie czy hip-hopie i rapie, bo tam można było naprawdę przyjemnie spędzić czas, posłuchać Dua Lipy, Eminema czy Sabriny Carpenter. Tam instrumentarium było mniej wymagające, bardziej skierowane na eskpozycję wokalu, a muzyka stanowiła chwytliwe tło utworu.

Myślę, że dodanie rozbudowanego equalizera do aplikacji Sonos byłoby niezłym rozwiązaniem, bo po podłączeniu słuchawek przewodowo do komputera z Windowsem czy MacBooka i ustawieniu własnych equalizerów, Sonos Ace brzmiały dużo lepiej niż połączone przez Bluetooth. Jest to moim zdaniem kwestia kluczowa, bo Sony XM5 na ustawieniach domyślnych grają gorzej od Sonosów! W przypadku Sony najwięcej robi właśnie dobry equalizer, który pozwala kompletnie odmienić profil dźwiękowy słuchawek, uwolnić więcej tonów wysokich przy jednoczesnym zachowaniu dużej ilości basu.

Dość dobrze sprawdzał się także tryb dźwięku przestrzennego, który przydaje się szczególnie podczas oglądania filmów. Nie jest to jednak dla mnie najważniejsza cecha słuchawek, bo stosunkowo rzadko oglądam filmy z słuchawkami na głowie. Sonos Ace radzą sobie też z obsługą dźwięku przestrzennego nieco gorzej niż AirPods Max, gdzie brzmi on bardziej naturalnie i mam wrażenie, że „pełniej”.

Sonos Ace - specyfikacja

W tym miejscu pewnie znajdowałaby się długa specyfikacja techniczna słuchawek, ale mówimy o produkcie Sonosa, który słynie z tego, że podaje do informacji publicznej bardzo okrojone dane techniczne, a skupia się bardziej na przedstawianiu konkretnych cech produktu (Apple coś o tym wie).

Dlatego poniżej znajdziecie możliwe najbardziej szczegółową specyfikację Sonos Ace:

  1. Przetwornik dynamiczny o średnicy 40 mm w każdej słuchawce.
  2. Osiem mikrofonów wykorzystywanych do aktywnego tłumienia hałasu i wykrywania głosu.
  3. Korektor graficzny (EQ) z możliwością regulacji.
  4. Funkcja TV Audio Swap (Naciśnij przycisk treści, aby przenieść dźwięk ze zgodnego soundbara Sonos na Sonos Ace).
  5. Obsługa Dolby Atmos.
  6. Wymiary: Wysokość: 191 mm, Szerokość: 160 mm, Głębokość: 85 mm.
  7. Waga: 0,312 kg.
  8. Bluetooth 5.4.
  9. Akumulator litowo-jonowy o pojemności 1060 mAh.

ANC z najwyższej półki

Słuchawek z ANC używam dosłownie codziennie od czasu, gdy tylko poczułem, jak dużą różnicę to robi. Możliwość pracowania bez uciążliwych dźwięków wentylatorów, klimatyzacji, budowy za oknem czy wyjątkowo aktywnych dzieci sąsiadów to błogosławieństwo. Do tej pory najlepsze możliwe odczucia z używania ANC w słuchawkach nausznych miałem w przypadku AirPods Max i Bose QC35, nieco gorzej radziły sobie Sony XM5, ale nadal był to bardzo wysoki poziom.

Sonos Ace jest w tym momencie moim nowym faworytem w kwestii ANC. Tuż po tym, jak listonosz przyniósł mi słuchawki, zabrałem je ze sobą na wakacje do Grecji i przetestowałem w kilku różnych scenariuszach. W każdym z nich wypadły wręcz doskonale.

Design trudno określić inaczej niż minimalistyczny.Źródło: fotografia własna.

Sonos Ace poradziły sobie świetnie z usuwaniem szumów z samolotu, przez co przez niecałe 10 godzin w powietrzu czułem się bardzo komfortowo bez typowego „ryku” słyszalnego w samolocie. Potem były błogosławieństwem w obliczu słuchania przeraźliwie głośnych, greckich cykad (kto był w Grecji latem, ten nie będzie się śmiał), które potrafią przyprawić człowieka o bóle głowy bardzo wysokim „syczącym” dźwiękiem. Elementem, z którym Sonos Ace radziły sobie najgorzej były paradoksalnie takie bardziej niestandardowe dźwięki, jak szum wody z kranu czy szuranie butami po podłodze. Być może algorytmy słuchawek nie filtrują poprawnie takich dźwięków, albo projektanci założyli, że skoro nie są one mocno irytujące, to tłumienie ich będzie nieco słabsze.

Gdybym oceniał samo tłumienie hałasu, to pewnie nie byłbym aż tak zachwycony, ale jeśli dodam do tego fenomenalny tryb kontaktu, to całość jest naprawdę absolutnie topowa. Sonos Ace dorównują, a czasem nawet przebijają jakość trybu kontaktu z AirPodsów i są o niebo lepsze niż propozycje od Bose czy Sony. Głosy ludzi mówiących do mnie w tym trybie były bardzo czyste, naturalne i nawet nieco wzmocnione względem tego, jak brzmiały bez słuchawek. Również mój głos brzmiał bardzo czysto i naturalnie, a rozmawianie z kimś w słuchawkach na głowie było czystą przyjemnością.

Który guzik był od czego?

Sonos Ace nie błyszczy, gdy przejdziemy do kwestii przycisków i kontroli nad słuchawkami. W przeciwieństwie do części konkurencji, nie znajdziecie tutaj sterowania dotykowego, co oznacza, że każda akcja wymaga użycia przycisku. Co więcej, zmiana głośności nie obywa się tu przez „podgłośnienie” i „ściszenie” przyciskiem, a przez przesunięcie specjalnej kontrolki w dół czy w górę. Choć nie wydaje się to zbyt dużym problemem, to dla mnie nie było szczególnie intuicyjne i wiele razy myliło mi się np. z przewijaniem utworów. Poza tym doświadczenie mówi mi, że wszelkie przesuwane elementy w słuchawkach, to proszenie się o katastrofę. Moje Bose QC35 już po półtora roku w zasadzie kompletnie przestały reagować na włączanie i wyłączanie właśnie takim „przesuwnym” przyciskiem.

Pozostałe dwa przyciski służące do włączania słuchawek (podłużny) i przełączania pomiędzy ANC i trybem kontaktu (okrągły) działają dobrze, różnią się kształtem i nie mam do nich zastrzeżeń.

Mikrofon? Jest ok, ale raczej Was nie zachwyci

Tym, co zawsze urzeka mnie w słuchawkach Apple, jest bardzo dobra jakość mikrofonu. Nawet w EarPodsach za 90zł brzmi on bardzo dobrze i podobnie jest we wszystkich AirPodsach. Rozmówcy słyszą mnie wyraźnie, bez większych zniekształceń czy innych problemów. Sonos Ace niestety nie staje tu na tym samym poziomie i dostarcza „zwykłą” jakość rozmów przez wbudowany mikrofon.

Wygodne, choć nie idealne.Źródło: fotografia własna.

Mikrofon testowałem dzwoniąc do kilkunastu osób przez telefon, Messengerem, WhatsAppem i FaceTimem. Słuchawki łączyłem za pomocą Bluetooth i kabla USB-C do 3,5 mm. Wszyscy rozmówcy zgodnie podkreślali, że przez słuchawki brzmiałem „cienko”, „płasko” i po prostu gorzej niż rozmawiając z nimi przez telefon czy laptopa bez słuchawek. Co prawda nie brzmiałem źle, ale w porównaniu z AirPods Pro czy Max był to dźwięk o niższej jakości. Myślę, że mogę go jednak śmiało porównać z tym, co osiągają Sony XM5. Przez Sonos Ace da się rozmawiać, nie jest to doświadczenie złe, ale rozmówca otrzyma nieco gorszą jakość połączenia.

Wiele rzeczy mi się podoba, ale nie wiem czy zapłaciłbym aż tyle

To nigdy nie jest przyjemne, gdy tyle rzeczy w jakimś sprzęcie mi się podoba, widzę naprawdę sporo zalet, ale na koniec mam po prostu wątpliwości co do tego, czy mogę Wam go polecić. Sonos Ace to naprawdę dobrze wykonane słuchawki, ze znakomitym, może nawet najlepszym na rynku ANC, które można nosić godzinami bez męczenia głowy. Niestety podczas słuchania muzyki część tej magii Sonosa się ulatnia i choć nie znika całkowicie, to po prostu ma się niedosyt, zwłaszcza patrząc na cenę.

Nie wiem czy Sonos jest w stanie coś tutaj poprawić aktualizacjami oprogramowania, być może tak i na to też liczę. Mam też nadzieję, że Amerykanie zdecydują się na wypuszczenie bardziej rozbudowanego equalizera, bo na domyślnych ustawieniach słuchawki grają po prostu gorzej niż by mogły.

Nie skreślam Sonos Ace, ale uważam że w tej cenie jest to dość ciężki zakup do polecenia, no chyba, że jesteście maniakami Sonosa, macie już inne sprzęty tego producenta i potrzebujecie ostatniego elementu do domknięcia ekosystemu, wtedy pewnie ma to więcej sensu. Całej reszcie radzę jednak czekać na jakąś obniżkę ceny lub wypuszczenie lepszego equalizera.

Sprzęt do testów dostarczył Sonos.

Mikołaj Łaszkiewicz

Mikołaj Łaszkiewicz

W GRYOnline.pl pracuje od maja 2020 roku. Najpierw był newsmanem w dziale technologii, z czasem zaczął udzielać się w grach i publicystyce, a także redagować oraz nadzorować działanie newsroomu technologicznego. Obecnie jest redaktorem naczelnym serwisu Futurebeat.pl. Wcześniej swoimi przemyśleniami na temat gier wideo dzielił się m.in. na różnych grupach tematycznych. Z wykształcenia prawnik. Gra na wszystkim i we wszystko, co widać czasem w recenzjach. Jego ulubioną konsolą jest Nintendo 3DS, co roku gra w nową część serii FIFA i stara się poszerzać gamingowe horyzonty. Uwielbia szeroko pojęty sprzęt komputerowy i rozkręca wszystko, co wpadnie mu w ręce.

Gemini może skanować prywatne dokumenty użytkowników Dysku Google

Gemini może skanować prywatne dokumenty użytkowników Dysku Google

Poczta i Kalendarz w Windowsie 11 powoli przechodzi do historii

Poczta i Kalendarz w Windowsie 11 powoli przechodzi do historii

W tej cenie robot sprzątający Tefal ma szansę znaleźć się na wyposażeniu domu każdego Polaka. Za niewielkie pieniądze ten wykorzystujący AI malec nie tylko odkurzy Wasze mieszkanie, ale i umyje podłogi

W tej cenie robot sprzątający Tefal ma szansę znaleźć się na wyposażeniu domu każdego Polaka. Za niewielkie pieniądze ten wykorzystujący AI malec nie tylko odkurzy Wasze mieszkanie, ale i umyje podłogi

Google i Microsoft zużywają więcej energii niż niektóre kraje, każda z firm niemal tyle co Słowacja

Google i Microsoft zużywają więcej energii niż niektóre kraje, każda z firm niemal tyle co Słowacja

Znany Youtuber ma dość, Linus wytyka AMD mylące nazewnictwo procesorów

Znany Youtuber ma dość, Linus wytyka AMD mylące nazewnictwo procesorów