Jestem wybredny, ale nawet mnie ten głośnik wystarczy zamiast kina domowego. Recenzja Sonos Move 2

Kocham słuchać muzyki w dobrej jakości. Niestety nie zawsze mam czas i możliwość, by robić to przy użyciu wysokiej jakości kolumn czy kina domowego. Na ratunek przychodzi wtedy bardzo niespodziewany sojusznik – głośnik bezprzewodowy.

mobile
Mikołaj Łaszkiewicz12 czerwca 2024
3

Tak jak wielu z Was, lubię słuchać muzyki i oglądać filmy. Czasem używam do tego telefonu, czasem telewizora, odtwarzacza CD (tak, istnieją jeszcze takie), a innym razem komputera. Jednak niezależnie od tego, jakiego sprzętu akurat używam, lubię mieć dobrej jakości dźwięk, taki który pozwoli się wczuć w ulubiony film czy utwór i nie będzie mi przeszkadzał jakimiś niedoskonałościami.

Przez lata wszedłem w posiadanie przynajmniej kilkunastu różnych głośników, zestawów kina domowego czy tzw. wież stereo. Rzecz jasna nie każdy z nich grał idealnie czy nawet dobrze, zdarzało się, że nie mogłem z danym głośnikiem wytrzymać i okazywał się porażką. Wydaje mi się, że doświadczyłem „na własnych uszach” sprzętu z większości przedziałów cenowych i jakościowych, jakich szukają najczęściej Polacy w sklepach, dlatego gdy tylko Sonos zaproponował mi przetestowanie swoich przenośnych głośników Move i Move 2, to bez wahania się zgodziłem. Wydaje mi się, że było warto.

A co z pierwszym Sonos Move?

Głośniki Sonos Move i Sonos Move 2 są w zasadzie identyczne pod względem wyglądu, wymiarów czy wagi, a stacja ładująca pasuje do obu głośników zamiennie. Wszystkie opinie dotyczące wyglądu czy rozmiaru jednego głośnika pasują także do drugiego, a różnice w funkcjach omówiłem w dalszej części tekstu.

PLUSY:
  1. niesamowicie czysty i równy dźwięk, niezależnie od poziomu głośności;
  2. bardzo dobry, głęboki bas;
  3. dobra głośność, niezależnie od rozmiaru pomieszczenia.
MINUSY:
  1. aplikacja nie jest najlepsza;
  2. trybu Bluetooth raczej nie mogę polecić.

Jakość wykonania, to najwyższa półka

Głośniki bezprzewodowe kojarzyły mi się zazwyczaj z dwoma rzeczami – bardzo niską kulturą osobistą słuchających (zwłaszcza tych, którzy robili to w lesie, górach czy na plaży) i wątpliwą jakością dźwięku. Z biegiem czasu przekonałem się jednak, że są takie sytuacje, w których są one po prostu niezastąpione, bo np. przy dość częstych przeprowadzkach po prostu nie opłaca się ze sobą wozić drogich, dużych, nieporęcznych i zazwyczaj dość delikatnych, pełnowymiarowych kolumn i subwooferów. W związku z tym dałem szansę naprawdę różnym głośnikom przenośnym, które umilają mi czas w wynajętych mieszkaniach, w domu rodzinnym i innych miejscach, gdzie mogę spokojnie posłuchać muzyki lub obejrzeć film.

Sonos prezentuje się bardzo dobrze, zwłaszcza w testowanym przeze mnie kolorze.Źródło: fotografia własna.

Jeśli chodzi o Sonosa Move 2, to określenie przenośny jest tutaj użyte nieco na wyrost, bo to naprawdę spory kawałek sprzętu grającego. Mierzący nieco ponad 24 centymetry wysokości i ważący ponad 3 kilogramy głośnik jest dość duży, jak na standardy tego typu urządzeń. Obły kształt nie ułatwia podnoszenia go, więc bardzo użyteczne staje się wgłębienie z tyłu, służące za rączkę, dzięki której noszenie go z miejsca na miejsce jest całkiem znośne. Jeśli chcecie „usidlić” Sonosa Move 2 na nieco dłużej w jednym miejscu, to dobrym pomysłem będzie ustawienie go na bazie, czyli owalnej podstawce, podłączanej do prądu, która ładuje głośnik za pomocą złotych pinów znajdujących się na dole.

Niepozorne opakowanie skrywa potężny głośnik.Źródło: fotografia własna.

Bardzo szybko doceniłem też wysoką jakość wykonania Sonosa Move 2. Głośnik kosztuje wprawdzie około 2000 złotych, ale nie raz mogłem się przekonać, że wysoka cena nie zawsze idzie w parze z jakością. Sonos postawił na konstrukcję z wyróżniającym się, dużym, metalowym grillem, który oplata niemal cały głośnik od góry do gumowanej podstawy na dole. Wszystko jest dobrze spasowane, a na górze czy bokach urządzenia nie znajdziecie żadnych fizycznych przycisków, dzięki czemu ma się wrażenie obcowania z bardzo solidnym sprzętem. Trzy guziki znajdują się z tyłu Move’a 2 i są to odpowiednio przycisk zasilania, przełączania pomiędzy Bluetooth i Wi-Fi oraz opcja wyciszenia mikrofonu.

Producent deklaruje, że Sonos Move 2 może pochwalić się certyfikatem IP56, który powinien zapewnić odporność na kurz i zachlapania wodą. Głośnik kilka razy zaliczył ze mną podróż do łazienki i para wytworzona przy okazji kąpieli mu nie zaszkodziła.

Producent zadbał o akcesoria spójne kolorystycznie z głośnikiem.Źródło: fotografia własna.

Choć testowałem Sonos Move 2 głównie wtedy, gdy był podłączony do podstawy ładującej, to sprawdziłem też długość działania na baterii. Ta jest przyzwoita, bo udało mi się słuchać na nim muzyki przez 7 godzin bez przerwy na dość wysokim poziomie głośności. Mam wrażenie, że to czas, który powinien wystarczyć na napędzenie absolutnie każdego spotkania towarzyskiego czy imprezy plenerowej.

Sonos Move 2 gra po prostu świetnie

Jeśli chodzi o jakość dźwięku, to muszę zaznaczyć, że jestem dość wybrednym słuchaczem, dość często zmieniam gatunki i na moich głośnikach czasem usłyszycie rocka, metal, jazz, a innym razem hip hop czy jakieś soundtrack z gier. Wymagam od urządzeń, na których słucham muzyki, by radziły sobie dobrze z większością z tych gatunków muzyki.

Wiem, że wokół sprzętu Sonosa panuje swojego rodzaju… kult? Nie wiem czy to dobre słowo, ale jest w tym coś podobnego do rozmawiania z posiadaczem iPhone’a czy Tesli, gdzie bardzo często widać, że użytkownik jest bardzo zaangażowany w sprzęt, którego używa i zdaje się widzieć same zalety rzeczy, które kupił. W związku z tym podchodziłem do Move’a 2 z pewną doza sceptycyzmu, bo choć widziałem, że jest wręcz uniwersalnie chwalony na forach i subredditach, to brałem poprawkę na ten „kult”.

Już po pierwszym uruchomieniu głośnika dotarło do mnie, z czym mam do czynienia. Sonos Move 2 gra po prostu świetnie i to już po wyjęciu z pudełka. Bez ustawiania żadnych equalizerów, bez zabawy w dostosowywanie dźwięku pod swoje potrzeby dostałem głośnik, który zachęcał bardzo głębokim, czystym basem, pokazywał naprawdę szeroką średnicę i przyjemne tony wysokie. Ten balans naprawdę mi się spodobał, bo rzadko kiedy sprzęt do odtwarzania muzyki tak dobrze nadaje się do użytkowania bez żadnych poprawek.

Sonos radzi sobie także poza domem. Ku uciesze sąsiadów, rzecz jasna.Źródło: fotografia własna.

Później odkryłem, że spora w tym zasługa technologii Trueplay, która za pomocą mikrofonów dostosowuje dźwięk Move’a do konkretnego pomieszczenia. Po wyłączeniu tej opcji w menu, głośnik grał zauważalnie gorzej bez żadnych dodatkowych ustawień.

Po tych wstępnych testach pobawiłem się chwilę wbudowanym equalizerem (bardzo prostym, pozwalającym tylko na zmianę basu i tonów wysokich), przetestowałem różne aplikacje do odtwarzania muzyki i byłem oczarowany. Rzadko kiedy jakiś produkt tak bardzo trafia w moje gusta, że mogę tak napisać, ale Move 2 gra po prostu diabelnie dobrze.

Testowałem go z różnymi trudnymi utworami, z którymi nie radzą sobie niejedne słuchawki czy głośniki, a Move 2 dzielnie dawał sobie z nimi radę. W „Skeletons of Society” Slayera doskonale było słychać potężną perkusję rytmicznie napędzającą utwór. Jest ona bardzo wyraźnie słyszalna przez całe 4 minuty i 40 sekund, ale pomimo tego, nie przykrywała ona gęstych riffów, delikatnych dźwięków talerzy czy cudownego wokalu Toma Arayi, a to nie jest taka prosta rzecz. Wiele par słuchawek i głośników zlewało to wszystko w jedną, nieprzyjemną, metalową masę, czego tu nie uświadczyłem.

W słynnym „Drop It Like It’s Hot” Snoop Dogga jeszcze lepiej było słychać, jak fajnie Move 2 zarządza basem, bo głos rapera z Long Beach idealnie współgrał z basowym podkładem, przekładanym klawiszowym podkładem. Takich przykładów mógłbym mnożyć dziesiątki, ale to dlatego, że naprawdę podobało mi się to, w jaki sposób Sonos Move 2 grał. Jest tu po prostu bardzo, bardzo czysto, a przy tym bas jest naprawdę potężny i nie czuć żadnego rozstrojenia czy spadku jakości w zasadzie do 80-90% głośności, co jest bardzo dobrym wynikiem.

Pierwsza i druga generacja głośników Sonos Move prezentuje się właściwie identycznie.Źródło: fotografia własna.

Różnice między Sonos Move i Sonos Move 2

Warto też pamiętać, że Sonos Move 2 to głośnik stereo, czyli odtwarza muzykę tak, jakbyśmy słuchali jej na dwóch osobnych głośnikach. Tej funkcji nie posiada jego nieco starszy (i tańszy) brat – Sonos Move (1. Generacji). Miałem okazję testować pierwszego Move’a równolegle z drugim i zupełnie szczerze, to on także zrobił na mnie pozytywne wrażenie.

Jest to głośnik trochę tańszy (kosztuje ok. 1400 zł), ma trochę gorszą baterię, nie można podłączyć go za pomocą kabla do innych źródeł dźwięku, no i przede wszystkim gra w trybie mono. Jeśli jednak doświadczenie stereo nie jest dla Was najważniejsze, a chcecie mieć głośnik z podobną jakością dźwięku do Move 2, to Move jest także niezłym wyborem.

Czy mam jakieś zastrzeżenia, co do tego, jak Move 2 gra? Cóż, gdybym nie miał, to pewnie miałbym do czynienia z bóstwem w skórze głośnika. Są to jednak wady małe. Czasem zdarzało mi się narzekać na to, że Move 2 był nieco przebasowiony, co skutkowało tym, że wokal był słyszalny nieco gorzej niż bym tego chciał. Skręcenie basu o 2-3 stopnie mniej na wbudowanym equalizerze pomagało, ale wtedy cały utwór tracił nieco basu, więc nie było to rozwiązanie optymalne. Mam też wrażenie, że Trueplay kilka razy „zgubił” się i kiedy poruszałem się po mieszkaniu, to zmieniał nieco charakterystykę dźwięku.

Bardzo pozytywnie zaskoczyłem się też wtedy, gdy zabrałem Move’a 2 na zewnątrz. Umieściłem go na stole w altanie, na środku dużej działki na wsi. Zakładałem, że choć Move 2 świetnie radził sobie w zamkniętych pomieszczeniach, to po wyjściu na dwór nieco spuści z tonu. Wszakże nie ma tu ścian, podłóg i innych elementów, od których może odbijać się dźwięk i zamiast tego będzie się tylko rozpraszać, aż nie napotka pierwszych drzew po 200-300 metrach. Okazało się, że byłem w błędzie i to totalnym. Move 2 nie tylko był słyszalny, ale radził sobie wręcz świetnie. Zarówno ja, jak i kilku członków rodziny, którzy z zainteresowaniem przyglądali się testom na świeżym powietrzu, uznaliśmy, że w przypadku organizacji jakiejś imprezy w plenerze, która wymaga nagłośnienia Move 2 sprawdzi się świetnie.

Konkurencja nie może spać spokojnie

Powiedziałem już, że bardzo podoba mi się to, w jaki sposób Sonos Move 2 gra. Myślę, że warto zestawić go także z konkurencją – zarówno tą bezpośrednią, jak i tą nieco bardziej odległą.

Apple Homepod (2. generacji) to urządzenie, któremu do Move’a 2 powinno być pozornie najbliżej ze względu na podobny rozmiar, wagę, nacisk na odtwarzanie dźwięku przez Wi-Fi i cenę (Homepod 2 kosztuje około 1600 złotych). Homepod ma jednak kilka wad, przez które nie wybrałbym go ponad Move’a 2. Przede wszystkim nie jest to głośnik przenośny, wymaga on stałego podłączenia do źródła zasilania i raczej nie wystarczy Wam do tego zwykły powerbank. Po drugie, nie obsługuje on łączności Bluetooth ani nie odtwarza muzyki po kablu, co potrafi Move 2. Choć Hompepod stoi na podobnym poziomie co Move 2 pod względem jakości dźwięku, to jest od niego zauważalnie cichszy i dysponuje słabszym basem.

JBL Boombox 3 to sprzęt najbardziej zbliżony do Move’a 2 pod względem ceny (ok. 1900zł) i gabarytów (choć jest od niego nieco większy). Na papierze prezentuje się imponująco, bo ma dźwięk stereo, aż 180 Watów mocy i producent deklaruje, że bateria starczy nawet na 24 godziny odtwarzania muzyki. Niestety w moich testach wytrzymywał on maksymalnie 7-8 godzin pracy na poziomie głośności około 60%. JBL Boombox 3 jest także dość dobrze wykonany, ale spora ilość plastiku i materiałowe obicie sprawiają, że bałbym się o jego żywotność za parę lat bardziej niż o Sonosa. Choć JBL Boombox 3 „rozkręcał” się do podobnej głośności maksymalnej co Move 2, to im głośniej grał, tym gorzej wypadał na tle Sonosa i wyraźnie było słychać niższą jakość dźwięku. To samo tyczy się basu, który w Boomboksie faktycznie zdaje się być mocniejszy, ale im głośniej odtwarzałem muzykę, tym bardziej bas „buczał” i wibrował, co skutkowało tym, że po prostu nie czułem, że słucham czegoś lepszego czy mocniejszego. Muzyka odtwarzana na Boomboksie była głośniejsza, ale miała wyraźnie mniej detali niż na Move 2.

Bose SoundLink Revolve+ II to konkurent testowanego Sonosa, ale tylko na niższych poziomach głośności.Źródło: fotografia własna.

Paradoksalnie najtrudniej robi się, gdy zestawimy Move’a 2 z dużo mniejszym Bose SoundLink Revolve+ II. Głośnik Bose waży ponad trzy razy mniej (ok. 900 gramów) i jest przynajmniej o połowę mniejszy od Sonosa. Na dodatek odtwarza dźwięk mono, a nie stereo. Mimo tego, zachęca jakością wykonania i nieco niższą ceną (ok. 1300 zł), a na dodatek zaskakująco dobrze radzi sobie z odtwarzaniem muzyki. Do mniej więcej 50% głośności brzmi bardzo dobrze, pozwala usłyszeć dużo detali, a przy tym raczy uszy ciepłym, wyraźnie wyczuwalnym basem. Schody zaczynają się wtedy, gdy chcemy słuchać muzyki głośno i bardzo głośno, bo malutki Bose po prostu zaczyna wtedy bardzo mocno wibrować i rozstrajać dźwięk. Jeśli jednak ogranicza Was przestrzeń, waga i po prostu musicie mieć mały głośnik, to Bose SoundLink Revolve+ II spełni swoją rolę doskonale.

Łączność? Prawie zawsze jest dobrze, ale…

Głównym „bajerem”, który ma wyróżniać produkty Sonosa na tle konkurencji jest bezproblemowe odtwarzanie muzyki przy użyciu sieci Wi-Fi. Przyznam szczerze, że to rozwiązanie bardzo wygodne i jeśli odpowiednio się je skonfiguruje, to potrafi ono ułatwić życie i umilić czas, bez marnowania czasu na wybieranie odpowiedniego podkładu muzycznego za pomocą telefonu. Korzystałem z tego dość często, gdy akurat potrzebowałem jakiejś motywacji do posprzątania mieszkania lub pozmywania naczyń. Lista różnych usług, które można zintegrować z głośnikiem Sonos jest naprawdę szeroka, choć nie wszystkie działają w Polsce.

Ja najczęściej korzystałem jednak z możliwości udostępniania dźwięku przy pomocy AirPlay z iPhone’a, iPada lub Maca. Dzięki temu mogłem przesyłać przez Wi-Fi muzykę w wysokiej jakości, bez opóźnień i bez ograniczeń, które niesie za sobą Bluetooth. Muszę przyznać, że działa to bezbłędnie i nigdy nie miałem problemu z tym, żeby „przerzucić” jakiś utwór z telefonu do głośnika.

Schody zaczynają się jednak wtedy, gdy chcemy używać Sonosa z Bluetoothem lub… jego własną, dedykowaną aplikacją. Jeśli chodzi o Bluetooth, to tutaj wad jest kilka, ale nie każda wynika ze specyfiki samego głośnika. Przede wszystkim mamy tu dość duże opóźnienie, które w mojej opinii uniemożliwia używanie Move’a 2 jako głośnika Bluetooth do peceta np. do oglądania filmów czy grania w gry. Poza tym jakość dźwięku jest wtedy zauważalnie niższa niż w przypadku korzystania z Wi-Fi.

Sam Bluetooth też nie zawsze chciał się włączać i musiałem przestawiać głośnik kilka razy w ten tryb zanim „załapał” i łączył się z telefonem czy pecetem. Absolutnie kuriozalne było z kolei to, że gdy zdejmowałem Sonosa Move 2 za podstawki ładującej i używałem zasilania bateryjnego, to w trybie Bluetooth głośnik sam się włączał w losowych momentach, co powodowało nadmierne zużycie baterii. Kilkukrotnie zdarzyło mi się, że korzystałem z trybu Bluetooth, wyłączyłem Move’a 2, zostawiłem go na szafce na noc i rano widziałem, że głośnik jest praktycznie zupełnie rozładowany. Nie wiem czemu tak się działo, ale problem nie wystąpił ani razu podczas korzystania ze standardowego trybu Wi-Fi.

Pewnie dość kontrowersyjną kwestią może być dla niektórych to, że Sonos postanowił, iż za zmianę głośności, przewijanie, zatrzymywanie i odtwarzanie utworów będą odpowiadać przyciski dotykowe. Wiem, że wiele osób po prostu lubi fizyczne przełączniki czy to ze względu na przyzwyczajenie, czy też nieco lepszą możliwość obsługiwania ich w ciemności (łatwiej wyczuć konkretny kształt guzika, niż rozpoznać lokalizację przycisku dotykowego). Ja jednak nie miałem z tym żadnych problemów, a wszystkie akcje i gesty, które wykonywałem były bardzo intuicyjne.

Sonos Move 2 umożliwia także odtwarzanie dźwięku przy użyciu kabla USB-C, do którego można podłączyć rozmaite adaptery np. jacka 3,5 mm. To świetna opcja dla tych osób, które chcą uczynić Move’a nieco bardziej stacjonarnym lub oglądać filmy czy grać w gry bez opóźnień. Niestety przejściówki trzeba dokupić osobno.

Jedna aplikacja by złączyć je wszystkie (ale nie zawsze skutecznie)

Wspomniana przeze mnie nieco wyżej aplikacja Sonos, to temat dość ciekawy, bowiem miałem zamiar osądzić ją od czci i wiary, ale w trakcie pisania tej recenzji producent postanowił wypuścić bodajże największą aktualizację w historii. Stara wersja aplikacji Sonos była bardzo przeciętna, lubiła się wieszać, nie odtwarzać muzyki, była nieintuicyjna i ogólnie mało pomocna podczas korzystania z głośnika. Praktycznie w ogóle z niej nie korzystałem i miałem zaliczyć ją do największych minusów Sonosa Move 2. Tymczasem 9 maja 2024 roku Sonos wypuścił odświeżoną wersję aplikacji, która w końcu zaczęła działać i wyglądać, jak na 2024 rok przystało.

Aplikacja działa o niebo lepiej niż poprzedniczka.

Obecnie aplikacja Sonos to swojego rodzaju hub, agregujący ustawienia głośnika, naszego konta Sonos i w końcu zbierający w jednym miejscu większość najpopularniejszych aplikacji służących do odtwarzania muzyki. W zamyśle, to za jej pomocą powinniśmy odtwarzać muzykę, żeby uzyskać, jak najlepsze wrażenia z korzystania z ekosystemu Sonos. W rzeczywistości, cóż, jest z tym różnie. Doceniam, że deweloperzy w zasadzie zaorali stary, nieczytelny i powolny interfejs, by zastąpić go nową, lepszą wersją.

Nie czułem natomiast potrzeby, żeby za każdym razem, gdy chcę wybrać dany utwór otwierać aplikację Sonosa, która siłą rzeczy chodziła wolniej niż dedykowane appki Spotify czy Apple Music, z których korzystam na co dzień. Aplikacja dłużej ładuje utwory, gorzej radzi sobie z ich wyszukiwaniem i ogólnie jest mniej przejrzysta od wspomnianych wcześniej usług. Doceniam fakt, że w appce mam wszystko pod ręką, ale nie używam aż tylu serwisów streamingowych, żeby przełączanie się pomiędzy tymi dwoma – trzema było dla mnie problematyczne. Jeśli czujecie, że to coś dla Was, to super, ale nie uważam, żeby aplikacja Sonosa była jakimś game changerem, ale lepiej ją mieć niż nie mieć.

To nie sprzęt dla każdego, ale ci, którzy go kupią będą zadowoleni

Sonos Move 2 to naprawdę ciekawy sprzęt, który przede wszystkim zachwyca doskonałą jakością dźwięku. Jeśli chcecie wydać pieniądze na naprawdę dobry głośnik przenośny, to Sonos Move 2 kosztuje w chwili pisania tego tekstu 1799 złotych w oficjalnym sklepie producenta. Jasne, to nie są drobne pieniądze, to już całkiem spora inwestycja, ale jeśli spojrzymy na propozycje konkurencji w podobnym przedziale cenowym, to Sonos Move 2 jest naprawdę pozycją wartą rozważenia.

Jak wspominałem wyżej, jeśli nie zależy Wam na dźwięku stereo i nie potrzebujecie ekstra czasu pracy na baterii, a chcecie mieć tą wysoką jakość dźwięku, to Sonos Move 1. generacji kosztuje obecnie 1400 złotych w większości sklepów z elektroniką.

Jasne, da się kupić dużo taniej głośniki, które „napędzą” cały pokój, będą dostatecznie głośne i nadadzą się do niezobowiązującego słuchania muzyki przy użyciu Bluetooth. Klientów, którym wystarczy takie rozwiązanie jest naprawdę dużo, ba sądzę, że spora część z nich byłaby nawet zadowolona z faktu, że bas w tańszym głośniku dudni, bo kojarzy się to często (mylnie) z wysoką jakością, z takim efektem subwoofera.

Jeśli jednak już inwestujecie 1500-2000 zł w sprzęt grający, to zdecydowanie polecam Wam przejść się do dobrego sklepu z audio i posłuchać Sonosa Move 1 czy 2. To świetne głośniki, które naprawdę mogą Was zaskoczyć jakością dźwięku. Jasne, nie zastąpią one porządnego zestawu kina domowego czy kolumn za 5-6 tysięcy złotych (choć te tańsze mają się czego bać!), ale po pierwsze kosztują znacznie mniej, a po drugie zajmują bardzo mało miejsca i oferują naprawdę zaskakująco dobrą jakość dźwięku. Ode mnie Sonos Move 2 dostaje dużego plusa i coś czuję, że przyjrzę się w przyszłości jeszcze kilku innym produktom tego producenta.

Sprzęt do testów dostarczył Sonos.

POWIĄZANE TEMATY: mobile sprzęt audio test sprzętu

Mikołaj Łaszkiewicz

Mikołaj Łaszkiewicz

W GRYOnline.pl pracuje od maja 2020 roku. Najpierw był newsmanem w dziale technologii, z czasem zaczął udzielać się w grach i publicystyce, a także redagować oraz nadzorować działanie newsroomu technologicznego. Obecnie jest redaktorem naczelnym serwisu Futurebeat.pl. Wcześniej swoimi przemyśleniami na temat gier wideo dzielił się m.in. na różnych grupach tematycznych. Z wykształcenia prawnik. Gra na wszystkim i we wszystko, co widać czasem w recenzjach. Jego ulubioną konsolą jest Nintendo 3DS, co roku gra w nową część serii FIFA i stara się poszerzać gamingowe horyzonty. Uwielbia szeroko pojęty sprzęt komputerowy i rozkręca wszystko, co wpadnie mu w ręce.

Gemini może skanować prywatne dokumenty użytkowników Dysku Google

Gemini może skanować prywatne dokumenty użytkowników Dysku Google

Poczta i Kalendarz w Windowsie 11 powoli przechodzi do historii

Poczta i Kalendarz w Windowsie 11 powoli przechodzi do historii

W tej cenie robot sprzątający Tefal ma szansę znaleźć się na wyposażeniu domu każdego Polaka. Za niewielkie pieniądze ten wykorzystujący AI malec nie tylko odkurzy Wasze mieszkanie, ale i umyje podłogi

W tej cenie robot sprzątający Tefal ma szansę znaleźć się na wyposażeniu domu każdego Polaka. Za niewielkie pieniądze ten wykorzystujący AI malec nie tylko odkurzy Wasze mieszkanie, ale i umyje podłogi

Google i Microsoft zużywają więcej energii niż niektóre kraje, każda z firm niemal tyle co Słowacja

Google i Microsoft zużywają więcej energii niż niektóre kraje, każda z firm niemal tyle co Słowacja

Znany Youtuber ma dość, Linus wytyka AMD mylące nazewnictwo procesorów

Znany Youtuber ma dość, Linus wytyka AMD mylące nazewnictwo procesorów